Zmiana w regularności pojawiania się odcinków na czas wakacji :

Z konta Euphorisch_ - piątek
Z konta Atme - wtorek ||
Źródła zdjęć - Grafika Google oraz prywatne archiwum. ||
Blogi zostały przeniesione z serwisu Onet. ||
Za każdy komentarz, obserwację się itd. się rewanżuję.

wtorek, 14 sierpnia 2012

13.

             Minęło kilka dni po "incydencie" z Theo (no tak, przecież nic się takiego nie stało; to tylko mój kochany braciszek, on nie chciał nic złego, on tylko chciał mnie zabić). Względny spokój. Z dużym naciskiem na słowo "względny". I sporo zmian. We mnie. Dziesiątki imprez w ciągu tygodnia. Sami znajomi. A mnie na nich nie było. Zazwyczaj siedziałem w pokoju z (uwaga, uwaga! To wiadomość tylko dla ludzi o mocnych nerwach!) książką. Czasami dołączał do mnie mój brat. Z niepokojem śledziłem jego poczynania, ale kończyło się tylko na wielogodzinnych rozmowach o wszystkim i o niczym. Odkryliśmy, jak wiele mamy ze sobą wspólnego. O wszystkim tym nie mieliśmy wcześniej bladego pojęcia. Może po prostu zrozumieliśmy, że jesteśmy braćmi?
             Spoglądam wprost z lampę. Jej jaskrawe światło kompletnie nie pozwala mi się skupić. Zresztą i tak nie bardzo mam na czym. Odprężam się więc z lekka i nie dostrzegam nawet, jak twarde mam łóżko. Za oknem zapadł już zmrok. Nie wiem, która jest aktualnie godzina, ale jakoś niespecjalnie mnie to teraz interesuje. Patrzę tępo w sufit. Czego ja się spodziewałem? Co chciałem dostać od życia? Co chciałem mu od siebie dać? Na ile potrafiłbym się poświęcić, aby ratować to, co się wali i co niewątpliwie należy do mnie?
             Moje rozmyślania przerywa ciche stukanie do drzwi.
 - Proszę. - Mówię, ale nie brzmi to raczej zachęcająco.
 - Mogę? - Do pokoju nieśmiało zagląda Theo.
             "Dziwne... Nie boję się go teraz..." - Myślę i czuję ulgę. Już dawno takie uczucie mi nie towarzyszyło na jego widok.
 - Jasne, wchodź. - Usiadł na podłodze.
 - A co ty? Mało tu miejsca?
 - Lubię siedzieć na podłodze.
 - Tyle to ja wiem, ale jak ktoś wejdzie, to pomyśli, że obaj... - Zawahałem się. Nie, nie mogę użyć słowa "zwariowaliśmy". - A co mi tam. - Siadam obok niego.
 - Zastanawiałeś się, co jest potem?
 - Jak : "potem"? - Pytam, choć wiem, o co mu chodzi.
 - No, wiesz... Po śmierci...
 - Zastanawiałem.
 - I co?
 - I nic.
 - Jak : "nic"?
 - Normalnie... - Nie wiem, czy normalność nie jest już ostro przeterminowana, biorąc pod uwagę naszą codzienność. - Nic. Nie jestem w stanie stwierdzić, co jest potem.
 - Ja cię nie pytam, co jest potem. Ja cię pytam, czy się zastanawiałeś.
 - Już ci odpowiedziałem.
 - Chwała ci za to. Ale chyba sobie co nieco wyobrażałeś...
 - Próbowałem.
 - W takim razie, powiedz mi, co wymyśliłeś?
 - Mam wiele wizji. Ale żadna z nich nie jest dopracowana.
 - Dlaczego więc nie poświęciłeś jakiejś trochę więcej uwagi i czasu, żeby ją dopracować? Nie chciało ci się?
 - Nie o to chodzi.
 - A o co?
 - Upierdliwy jesteś.
 - Po prostu chcę wiedzieć.
 - Ale dlaczego?
 - Dla porównania.
 - Chcesz porównywać swoje wizje z moimi?
 - Poniekąd.
 - Gwarantuję ci, że się bardzo, bardzo różnią.
 - Gadaj.
 - Nie dopracowałem jednej, bo za mocno się bałem.
 - Czego?
 - Że mnie to za bardzo pochłonie i stanę się częścią tej wizji. Zadowolony?
 - Faktycznie - nasze wizje się różnią.
 - Pod jakim względem?
 - A pod takim, że ja nie boję się wcielić własnych w życie i stać się ich nieodłącznym elementem...
 - Co?
 - Na dole coś hałasują... Podobno ma być przyjęcie.
 - A co to za okazja? - Postanowiłem, że na jakiś czas dam spokój i nie powrócę do poprzedniego tematu rozmowy. Decyzja podjęta w ciągu ułamka sekund.
 - Rocznica... - Zaczyna, ale mu przerywam :
 -... Ślubu... - Gwałtownie staję na równe nogi. Zaciskam pięści z wściekłości.
 - Co ci jest?
 - Szlag mnie trafi... - Wybiegam z pokoju. Szybko zbiegam po schodach, nie panując nad sobą, swoimi nogami, swoim umysłem. Nie panuję już nad niczym. Nawet nie chcę.
 - Dokąd biegniesz? - Słyszę jeszcze zawiedziony głos za swoimi plecami. Nie cofam się jednak.

________________________________________________

            Rozdział do kitu - wiem. Pisany na szybko. Za bardzo chyba skupiłam się na moim drugim blogu, zaniedbując tym samym ten. No cóż, zobaczymy, jak będzie dalej.

1 komentarz:

  1. Nie powiedziałabym, że do kitu. Lubię te szybkie dialogi, no i interesujące podejście do rocznicy ślubu :)
    Cóż, może nie ma sensu ciągnąć na siłę opowiadania, skoro bardziej skupiasz się na nowym? Jestem fanką obu :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń