Zmiana w regularności pojawiania się odcinków na czas wakacji :

Z konta Euphorisch_ - piątek
Z konta Atme - wtorek ||
Źródła zdjęć - Grafika Google oraz prywatne archiwum. ||
Blogi zostały przeniesione z serwisu Onet. ||
Za każdy komentarz, obserwację się itd. się rewanżuję.

piątek, 3 sierpnia 2012

11.

          Siedząc przed monitorem komputera i teoretycznie przeglądając, co nowego pojawiło się na profilach znajomych na Facebooku, uważnie wsłuchiwałem się we względną ciszę, która nagle mnie otoczyła. Miałem dziwne przeczucie, że nie wróży ona nic dobrego. A już na pewno nic lepszego od wielkiej nawałnicy. Ona po prostu wisiała w powietrzu. A ja takie rzeczy od zawsze wyczuwałem. No, dobra - koloryzuję trochę. Szczerze powiedziawszy, to bardzo trochę.
           Tak czy owak coś się szykowało. A ja nie wiedziałem co. I na dodatek miałem pieprzoną świadomość, że nie zapanuję nad tym, choćbym nie wiem jak chciał. Ponadto ta cisza była stanowczo zbyt cicha, jak na tę, która czasami decydowała się odwiedzić nasz dom.
           Otrzymałem kolejną wiadomość. Moment, która to z kolei... Aha, no tak - dziewiąta. Koledzy i koleżanki z klasy nagle zaczęli się o mnie troszczyć. Przez chwilę moją uwagę od panującej ciszy i co najmniej niecodziennych przeczuć odciągnęła jedna myśl: "Czy ja do was, kochani, mówię po chińsku - przecież napisałem na swojej tablicy <<Nie ma mnie dla nikogo, więc się nie dobijać>>?". A oni, jakby na złość, "wyskakują" z pytaniami: "Thomas, wszystko ok?"; "Stary, weź się odezwij!"; "Martwię się". Taki mój los - chcę być sam, to wszyscy się dobijają. A gdy potrzebuję czyjejś pomocy (czy choćby rady), mają mnie w głębokim poważaniu. Nazwałbym to nawet inaczej, aczkolwiek staram się zmniejszyć ilość używanych przez siebie wulgaryzmów, bo ostatnio bardzo często mi się to zdarzało. Powiedziałbym, że za często.Muszę przestać dawać ponosić się emocjom, gdyż w niczym mi to nie pomoże. A wręcz przeciwnie.
           Nina się na razie nie odzywa. Owszem, próbowała. Nawet złożyli doniesienie na policji. Wtrącił się jednak Andreas, twierdząc, że konieczne są dodatkowe badania, żeby potwierdzić poczytalność mojego brata w tamtym czasie. Wiem tylko, że zrobiono Ninie wszystkie rutynowe (i nie tylko rutynowe) badania, które wykazały, że nie została zgwałcona ani odurzona żadnymi środkami. Wszystko dopiero nabiera tempa. Dowiem się, jak było w rzeczywistości i co sprawiło, że mój brat sięgnął po narkotyki, którymi niegdyś tak się brzydził. Już prędzej ja. To ja byłem zawsze bardziej skłonny do próbowania używek różnego typu. On nigdy nie chciał. Coś musiało się stać...
           "Jeżeli ktoś wyrządził mu jakąkolwiek krzywdę, to odpłacę mu się za to dwukrotnie." - Myślę. Jestem i pozostanę zdeterminowany. To mój cel. Muszę to zrobić. Chociażby dla Theo. On na to zasługuje.
           Wyłączam laptopa. Nogi same prowadzą mnie w kierunku kuchni. Napełniam czajnik wodą i ustawiam na elektrycznej płycie, czy jak to się tam nazywa. Otwieram szafkę i z pozornym zainteresowaniem przeglądam kubki, które stoją na jej półkach w równych rzędach. Wybieram pierwszy z brzega, choć wybór wydaje mi się całkiem przemyślany - pada na czerwony kubek w białe groszki, który był kiedyś moim kubkiem karnym. Gdy zachowywałem się niegrzecznie (a sądząc po zdaniu moich rodziców oraz częstotliwości wymierzania kar, zdarzało się to dość często, żeby nie powiedzieć, że codziennie), musiałem wypić z niego mleko. Napełniony po brzegi - jakkolwiek by to nie brzmiało - białym płynem wydawał mi się wyjątkowo obrzydliwy. Rezygnuję z planów obejmujących przygotowanie herbaty. Płyta posłusznie przestaje się nagrzewać.
            Przemierzam drogę usłaną przeszkodami w kierunku lodówki i wyjmuję z niej kartonik z mlekiem. Napełniam kubek ową cieczą, po czym odstawiam przedmiot z powrotem. Powoli sączę - nazwijmy to - napój. Wydaje mi się... Całkiem smaczny. Słyszę jakieś kroki w korytarzu. Coraz bardziej wyraźnie. Ktoś zbliża się do kuchni. Przeraża mnie to. Tylko dlaczego? Odwracam się z niepokojem patrząc na tego, który stanął w drzwiach. Postanawiam niby to wesoło zagadnąć:
 - Hej, Theo. Popatrz, co te wspomnienia robią z człowiekiem. - Skinąłem głową, wyraźnie dając do zrozumienia, że chodzi mi o kubek oraz mleko. - Chcesz też?
 - Nie. - Odparł lodowato.
 - To może herbaty? - Postanawiam go zagadać, może to głupie uczucie ustąpi.
 - Nie. - Znów ten zimny ton.
 - To po co przyszedłeś?
 - Żeby cię zabić. - Na dźwięk jego szalonego głosu, mleko, które akurat przełykałem, stało się jeszcze bardziej gorzkie, niż wydawało mi się być w dzieciństwie. Bzdura, o której mówił była tym mlekiem. Bałem się.
 - Co? - Zapytałem, czując, że załamuje mi się głos.
 - Przyszedłem cię zabić. - Kurwa, on mówi poważnie?!

1 komentarz:

  1. Jest coraz ciekawiej! Szczególnie koniec - Theo - mnie zaskoczył. Co będzie dalej? Kurczę, kurczę!
    (Że tak nieelokwentnie wyrażę swoje emocje)
    Nie wiem,czy napisałam to już kiedyś, ale uwielbiam ironię z jaką do wszystkiego podchodzi Thomas, jak śmieje się ze swoich rozważań i poniekąd nawet z siebie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń