Patrzyłem oszołomiony na mojego brata. Jeśli mam być absolutnie szczery, to miałem bardzo mieszane uczucia. W pierwszej chwili pomyślałem: "No, regularny debil". W drugiej zaś doszedłem do jednego z tych moich spektakularnych wniosków, że jest mi przykro - wróć: CHOLERNIE przykro (nie mogłem się oprzeć) - gdyż został mi odebrany rekord w dziedzinie "Najwyższy poziom głupoty". Nadeszła również chwila numer trzy i niezwykle przytłaczająca świadomość: "On jest przecież chory".
Zbliżyłem się do lodówki. Niegdyś mój ulubiony z domowych sprzętów, teraz... Sam nie wiem, może podświadomie liczyłem, iż stanie się moim azylem. Uwaga, uwaga! Thomas włącza swój (jeszcze w miarę sprawny) mechanizm zwany "wybujałą wyobraźnią" i nieomal wybucha śmiechem. No, cóż. Nad wyraz komicznie by to wyglądało, gdyby osiemnastoletni koleś powyrzucał wszystko z lodówki i schował się w niej ścigany przez uzbrojonego w dowolnych rozmiarów nóż (lub co gorsza widelec) brata bliźniaka.
Theo patrzył na mnie takim wzrokiem, że miałem ochotę schować się na końcu świata. Jeśli takowy nie istnieje, to, bez obaw, już ja bym coś wymyślił. Podszedł bliżej mnie, prowokując mój kolejny krok ku lodówce. Wszystko wokół stało się takie psychopatyczne. Jego wzrok, jego każdy ruch, jego oddech... Psychopatyczny czas, psychopatyczna kuchnia, psychopatyczne mleko... Moje ręce zaczęły się trząść. Również psychopatycznie. Kolejny krok. Jego i mój. Doszło do tego, że, lodówka dotknęła moich pleców (albo raczej moje plecy lodówki) i w ten jakże prosty sposób uniemożliwiła dalszą "ucieczkę" (cudzysłów ma tutaj wyjątkowe znaczenie!). Rozejrzałem się wokół. Nerwowo. Theo oparł się dłońmi o lodówkę. Był centralnie przede mną. Czułem na swojej twarzy jego złowieszczy oddech. Widziałem, jak po jego ustach błądzi szaleńczy uśmieszek. Nie mam pojęcia, czy byłem tak bardzo otępiały, że nie potrafiłem znaleźć żadnej opcji umożliwiającej ewentualną ucieczkę czy jej po prostu nie było. Otworzył usta, najwyraźniej chcąc coś powiedzieć. Zamknąłem oczy i skrzywiłem się znacząco. Zrobiłem to z dwóch powodów. Pierwszy: spodziewałem się usłyszeć coś w stylu przerażającego "To koniec" i - najłagodniej mówiąc - wyzionąć ducha na kuchennej podłodze. Drugi (nieco mniej na miejscu): na samą myśl, jak musi to wyglądać dla osób postronnych, poczułem się zakłopotany i nie wiedziałem, czy się śmiać, czy raczej płakać.
- Odsuń się, bo jak zwykle przez ciebie się nie można "dostać" do lodówki. - Powiedział normalnym tonem. Wyglądał tak jak zawsze. Łagodny i nieco zamyślony. Dawny Theo?!
- Ale... Ale... - Zacząłem się jąkać. - Jeszcze... Przed... Chwilą... Chciałeś mnie zabić! Tak na śmierć! - Parsknął śmiechem.
- Jak zabijać, to tylko na śmierć, nie sądzisz? - Zapytał wyraźnie rozbawiony.
- Dobra, nie czepiaj się szczegółów! To i tak nie zmienia faktu, że chciałeś...
- Ja nic takiego nie pamiętam. - Wzruszył ramionami, odepchnął mnie lekko, po czym wyjął z lodówki swój ulubiony brzoskwiniowy jogurt do picia i niespiesznie opuścił kuchnię. Odprowadzany przez moje nic nie rozumiejące spojrzenie, rzecz jasna.
"Przekonasz się. Cierpliwości..." - Zahuczało mi w głowie, prowokując kolejną falę dreszczy i paniki przed tym, co nieuchronnie mnie zapewne jeszcze czeka.
____________________________________________________________
Nie bardzo wiem, co będzie z blogiem dalej, gdyż myślę o założeniu kolejnego i zajęciu się nim "na poważnie". Są więc dwie możliwości - albo szybkie zakończenie tego opowiadania, albo kontynuowanie go i pisanie tego, który dopiero jest w planach. Czas pokaże : ]
Pozdrawiam.
Rozdział zaskakujący :) Ciekawa jestem kolejnego pomysłu Theo (i Twojego nowego opowiadania).
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Podziwiam Was! Tak często dajecie rozdziały... ja bym nie miała na to motywacji i weny ;o jak Wy to robicie? Ja kiedyś z kumpelą pisałam i nic z tego nie wyszło na dłuższą metę.
OdpowiedzUsuńA to zależy... ja bym chyba jednak proponowała tutaj pisać przez jakiś czas i do drugiego bloga napisać sobie kilka zapasowych rozdziałów, by tak szybko ich nie brakło :) Pozdrawiam, u mnie NN
34 year-old Desktop Support Technician Valery Josey, hailing from Listowel enjoys watching movies like "Swarm, The" and Lockpicking. Took a trip to Al Qal'a of Beni Hammad and drives a Ferrari 250 GT California. mozesz sprawdzic tutaj
OdpowiedzUsuń