Czuję, że za chwilę stracę nad sobą resztki panowania... Świat, w którego centrum do niedawna radośnie tkwiłem, ma mnie teraz głęboko w dupie. Tak, wiem - to TY byłeś moim światem.
A teraz została mi po nim pamiątka - zmięta karteczka, którą przeczytałem bez zrozumienia ze dwadzieścia razy, leżąca w najciemniejszym kącie pokoju, który dotąd nazywałem "swoim", choć w myślach mówiłem o nim "nasz".
Nigdy nie doszukiwałem się w niczym większego sensu, drugiego dna. I teraz tego cholernie żałuję. Chcę coś zrobić, muszę przywrócić mój świat do życia. Zmartwychwstaniesz? Tak Cię pięknie proszę!
Nigdy nie doszukiwałem się w niczym większego sensu, drugiego dna. I teraz tego cholernie żałuję. Chcę coś zrobić, muszę przywrócić mój świat do życia. Zmartwychwstaniesz? Tak Cię pięknie proszę!
♣
Nie wiem, czego się można było spodziewać.
Ale to jedno musiało przecież kiedyś nadejść, czyż nie?
Ale to jedno musiało przecież kiedyś nadejść, czyż nie?
Dopiero teraz widzę, jak wielką przeszkodę w waszych planach stanowiłem.
Przepraszam. Żałuję, że nie zdecydowałem się na to wcześniej.
Chcę umrzeć jak najdalej od tego, co jest tutaj.
Proszę, nie szukajcie mnie.
Właściwie po co to napisałem?
Przecież łatwo jest się pozbywać rzeczy niepotrzebnych.
I jeszcze jedno - wspaniale jest nie mieć uczuć.
Przepraszam. Żałuję, że nie zdecydowałem się na to wcześniej.
Chcę umrzeć jak najdalej od tego, co jest tutaj.
Proszę, nie szukajcie mnie.
Właściwie po co to napisałem?
Przecież łatwo jest się pozbywać rzeczy niepotrzebnych.
I jeszcze jedno - wspaniale jest nie mieć uczuć.
To tak, jakbyś siedział na gorącej plaży, trzymał w dłoni drinka z palemką i miał świadomość, że nie musisz się już niczym przejmować, że twoje zmartwienia już nie istnieją. Czy istnieje coś wspanialszego?
♣
Czytając ogłoszenie w gazecie, nie przypuszczałem, że może mnie coś podobnego spotkać. Otóż tak - mój brat bliźniak zniknął. Wiedział, jak zadać ostateczny cios. Napisał, że nie był nam potrzebny. Czy mogło być coś głupszego? A może... A może to MY popełniliśmy gdzieś błąd? Może to my spieprzyliśmy mu życie? Może nieświadomie wpoiliśmy mu, że jest gorszy? Jak mogliśmy być tacy podli?!
♣
-Dokąd idziesz, synku?
-Po co się pytasz? Przecież logiczne, że dzisiaj "musi" iść na imprezę. Jest piątek. Na dodatek jego urodziny...- Nie dałem mu dokończyć.
-Co ty sobie wyobrażasz?! Że ja nie mam ważniejszych spraw niż imprezy?!
-Co ty sobie wyobrażasz?! Że ja nie mam ważniejszych spraw niż imprezy?!
-Ostatnio dawałeś to do zrozumienia dostatecznie jasno.
-Nie jesteś moim ojcem i nie musisz wyciągać żadnych wniosków z tego, co daję do zrozumienia "dostatecznie jasno".- Zrobiłem w powietrzu cudzysłów. A właściwie moje drżące ciągle palce.
-Coś ty powiedział?!- Wrzasnął. Zawsze wrzeszczał. Potrafił tylko wrzeszczeć. Gdy byliśmy jeszcze mali, często chowaliśmy się z Theo pod stół lub za kanapę, bo wrzeszczał. Na matkę. Oglądając mecz. Na sąsiadkę. I sąsiada. Nawet psa nie oszczędzał.
-Thomas, trochę wdzięczności...- Matka popatrzyła na mnie błagalnie. Jej głos był tak cichy, że z łatwością stłumił go jego wrzask.
-On potrafi tylko wyrywać kolejne panienki i udawać, że...- Nie było to ani kulturalne, ani adekwatne do sytuacji, ani właściwe w stosunku do relacji, którą wpisano nam w papierach, ale przyłożyłem mu. Odruchowo dotknął swojego policzka. Straciłem nad sobą zupełnie kontrolę. Z łatwością przewróciłem go na podłogę i kopnąłem bodajże w nogę.
-Thomas!!- Krzyknęła przerażona matka.- To twój...
-To człowiek, który zniszczył nam dzieciństwo. Przepraszam, mamo, nie mogę inaczej. Idę szukać Theo. W przeciwieństwie do was interesuje mnie fakt, gdzie on się podziewa. Cześć.- Wyszedłem, czując na sobie badawcze spojrzenie matki i urażone ojczyma. Chyba ich znienawidziłem. Obydwoje.
Moje policzki poraził przejmujący chłód panujący na dworze. Nie zważałem na to za bardzo. Deszcz spływał po szybach okolicznych okien. Wiatr wiał mi prosto w oczy. Hamburg tonął pogrążony w nocnej ciszy. Ciemność udzieliła się i zegarowi, który wskazywał godzinę 21.47.
Ulica była wyludniona, nie licząc mnie. Pozornie. Szczerze mówiąc, boję się pustych, ciemnych, przede wszystkim nocnych ulic. Bo puste ulice pełne są niewidzialnych oczu... A one dostrzegają dosłownie wszystko...
Ulica była wyludniona, nie licząc mnie. Pozornie. Szczerze mówiąc, boję się pustych, ciemnych, przede wszystkim nocnych ulic. Bo puste ulice pełne są niewidzialnych oczu... A one dostrzegają dosłownie wszystko...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
♣