- Chodź pod latarnię. - Powiedziałem i złapałem ją za nadgarstek. - Pokażę ci coś. - Spojrzała na mnie jak na idiotę.
"Ale o co jej chodzi?" - Przemknęło mi przez myśl.
"Ale o co jej chodzi?" - Przemknęło mi przez myśl.
- Nie, dziękuję... Ja muszę iść do domu.
- Chodź i nie pierdol już! - Wydarłem się. Chyba trochę przeholowałem... Troszeczkę...
- Ktoś tu się denerwuje, jak widzę...
- I to bardzo. Wszystko w porządku?
- Nie. Zboczeniec ratuje mnie z rąk zboczeńców... To ma być ok?
- Ty myślałaś, że... Chyba cię pogięło! Wszystkie baby myślą tylko o jednym?! A mówią, że to my, faceci, jesteśmy niewyżyci!
- Bo jesteście.
- Dobra, dajmy spokój. - Niemal siłą zaciągnąłem ją pod latarnię. Jej dość jaskrawe światło wydawało się być zdradliwe jak wszyscy diabli. A że Diabeł i Banda to moi kumple, to nie miałem nic przeciwko ich intrygom. W kocu najlepsze imprezy są w Piekle, nie? - Patrz. - Z kieszeni przepastnych spodni wyjąłem portfel, a z niego zdjęcie mojego bliźniaka. - Znasz go?
- A co?
- Gówno! - Dobra, znowu mnie poniosło. - Sorry. - Burknąłem. - Denerwuję się, bo się o niego martwię.
- To twój...
- Nie! To mój BRAT!
- O to mi chodziło...
- Ktoś tu się denerwuje, jak widzę...
- I to bardzo. Wszystko w porządku?
- Nie. Zboczeniec ratuje mnie z rąk zboczeńców... To ma być ok?
- Ty myślałaś, że... Chyba cię pogięło! Wszystkie baby myślą tylko o jednym?! A mówią, że to my, faceci, jesteśmy niewyżyci!
- Bo jesteście.
- Dobra, dajmy spokój. - Niemal siłą zaciągnąłem ją pod latarnię. Jej dość jaskrawe światło wydawało się być zdradliwe jak wszyscy diabli. A że Diabeł i Banda to moi kumple, to nie miałem nic przeciwko ich intrygom. W kocu najlepsze imprezy są w Piekle, nie? - Patrz. - Z kieszeni przepastnych spodni wyjąłem portfel, a z niego zdjęcie mojego bliźniaka. - Znasz go?
- A co?
- Gówno! - Dobra, znowu mnie poniosło. - Sorry. - Burknąłem. - Denerwuję się, bo się o niego martwię.
- To twój...
- Nie! To mój BRAT!
- O to mi chodziło...
- Chyba, że tak... No to jak, znasz?
- Jasne. Przecież to... - Słowo przez nią wypowiedziane mnie przeraziło. Struga zimnego potu spłynęła mi po plecach, a serce przypomniało sobie, że jest między innymi "od bicia" i przyspieszyło.
- Jaja sobie robisz?
- Nie.
- Błagam, powiedz, że żartowałaś...
- A po co miałabym to robić?
- Przeczuwałem to... Dobra, Thomas, uspokój się. - Wewnętrzną stroną dłoni uderzyłem się w policzki. Tak dla otrzeźwienia. Czułem się, jakbym był pijany. A to ciekawe - kiedy rzeczywiście byłem, to miałem wrażenie, jakbym był zupełnie trzeźwy. - Daj mi swój numer.
- Miałeś pomóc, a nie...
- No na pewno nie będę z TOBĄ flirtował. I nie TERAZ. Jak ty w ogóle masz na imię? Daj ten numer, odezwę się rano. Coś wymyślę. Pewnie niezbyt wiele, ale...
- W to nie wątpię.
- Chcesz znaleźć siostrę, czy nie?
- Chcę.
- A ja jestem jedyną osobą, która w takiej sytuacji może ci pomóc.
- Policja ją znajdzie...
- Policja! - Prychnąłem. - Policja nawet nie wie, gdzie jej szukać.
- A ty wiesz?
- Nie. - Ach, ta moja szczerość. - JESZCZE nie.
- Jaką mam gwarancję, że się w ogóle odezwiesz?
- Obiecuję, że ją znajdę. - Starałem się, żeby zabrzmiało jak najbardziej przekonująco. Wierzyłem w to. Poważnie. Naiwny byłem, czy nie? - Może być? - Westchnęła ciężko. Ale podała swój numer. Teraz muszę zostać sam. Zupełnie sam. Muszę to wszystko przemyśleć.
- Jasne. Przecież to... - Słowo przez nią wypowiedziane mnie przeraziło. Struga zimnego potu spłynęła mi po plecach, a serce przypomniało sobie, że jest między innymi "od bicia" i przyspieszyło.
- Jaja sobie robisz?
- Nie.
- Błagam, powiedz, że żartowałaś...
- A po co miałabym to robić?
- Przeczuwałem to... Dobra, Thomas, uspokój się. - Wewnętrzną stroną dłoni uderzyłem się w policzki. Tak dla otrzeźwienia. Czułem się, jakbym był pijany. A to ciekawe - kiedy rzeczywiście byłem, to miałem wrażenie, jakbym był zupełnie trzeźwy. - Daj mi swój numer.
- Miałeś pomóc, a nie...
- No na pewno nie będę z TOBĄ flirtował. I nie TERAZ. Jak ty w ogóle masz na imię? Daj ten numer, odezwę się rano. Coś wymyślę. Pewnie niezbyt wiele, ale...
- W to nie wątpię.
- Chcesz znaleźć siostrę, czy nie?
- Chcę.
- A ja jestem jedyną osobą, która w takiej sytuacji może ci pomóc.
- Policja ją znajdzie...
- Policja! - Prychnąłem. - Policja nawet nie wie, gdzie jej szukać.
- A ty wiesz?
- Nie. - Ach, ta moja szczerość. - JESZCZE nie.
- Jaką mam gwarancję, że się w ogóle odezwiesz?
- Obiecuję, że ją znajdę. - Starałem się, żeby zabrzmiało jak najbardziej przekonująco. Wierzyłem w to. Poważnie. Naiwny byłem, czy nie? - Może być? - Westchnęła ciężko. Ale podała swój numer. Teraz muszę zostać sam. Zupełnie sam. Muszę to wszystko przemyśleć.
♣
* X *
Codziennie budzi mnie lekki podmuch wiatru, wpadający przez szeroko otwarte okno. Jesteś tuż obok. Czuję się zupełnie bezpieczny. Boję się... Że to tylko iluzja, wytwór mojej wyobraźni, że nie istniejesz, by za chwilę uwierzyć w to od nowa i na moment przestać się bać. Wybaczysz mi, jeśli moja wiara mnie zgubi?Kocham Cię.
♣
* Oczami Theo *
Siarczysty policzek został wymierzony. Chyba bolało...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
♣