Zmiana w regularności pojawiania się odcinków na czas wakacji :

Z konta Euphorisch_ - piątek
Z konta Atme - wtorek ||
Źródła zdjęć - Grafika Google oraz prywatne archiwum. ||
Blogi zostały przeniesione z serwisu Onet. ||
Za każdy komentarz, obserwację się itd. się rewanżuję.

poniedziałek, 16 lipca 2012

4.


Ciche, jakby tłumione jęki docierały do moich uszu i w jakiś magiczny sposób były interpretowane przez mózg. Nigdy nie należałem do ludzi odważnych, a co za tym idzie - w moim mniemaniu - także szalonych, więc nie zamierzałem sprawdzać skąd dokładnie pochodzą. Oto jedna strona medalu. Jak więc wygląda druga? Otóż - urodziłem się jako człowiek - za pozwoleniem - cholernie ciekawski, co sprawiało, że moja tchórzliwa natura usuwała się w cień.
Nie powiem - strach mnie paraliżował. Ledwo co powłóczyłem nogami, nerwowo się wokół rozglądając i co chwila przełykając ślinę, nasłuchiwałem uważnie. Z prawej strony? Nie. Za mną? Też nie. Przede mną pustka i cisza. A na lewo... Ślepa uliczka. Tak, to tam.
Skradałem się ostrożnie. Taka fajtłapa jak ja nie ma w życiu łatwo. Zawsze się o coś potknie, coś przewróci, narobi niepotrzebnego hałasu, stłucze wszystko. Jęki nasilały się, czasem przekształcając się w ciche, błagalne krzyki i lamenty. Jeden krok. I drugi. Kolejny. Potknąłem się. Zakląłem. Nic nie było słychać na tyle dobrze, aby przedarło się to przez te odgłosy.
Oparłem się o ścianę i wciągnąłem brzuch. Czułem się jak agent wywiadu specjalnego podczas misji. Mój oddech był nierównomierny. Osiągnąłem apogeum zdenerwowania. 
"A co jeżeli mnie zabiją...?"- Moja tchórzliwość daje o sobie znać. Szybko jednak dochodzę do wniosku, że dopóty dopóki nie znalazłem brata, moje życie nie ma sensu.
Ostrożnie wychylam się zza krawędzi ściany i dostrzegam wśród ciemności (która tutaj wydaje mi się być nadzwyczaj jasna) zapłakaną, wystraszoną dziewczynę przypartą do ceglanej ściany, starego, ukrytego za kaskadą nowszych, budynku. Łzy pospiesznie wymykają się spod jej wpółprzymkniętych powiek, spływając po silnej dłoni mężczyzny majstrującego przy swoim rozporku na wprost niej. Dłoń szczelnie zaciska się na jej ustach (jakkolwiek to brzmi!). Wokół nich leżą jakieś porozrzucane kartki papieru. "Pewnie je upuściła."- Tak, w tej chwili poczułem się jak prawdziwy Sherlock Holmes na tropie i Indiana Jones w jednym. Obok swojej lewej nogi zobaczyłem butelkę po tanim winie, którą zapewne zostawił przesiadujący tutaj stale pijaczyna. Ujmuję przedmiot w prawą dłoń i, z okrzykiem godnym Tarzana w akcji, rzucam się na faceta. Nie boję się. JA SIĘ NIE BOJĘ! Popatrzyłem na zalaną łzami dziewczynę, której usta wykrzywiły się w geście smutku, i poczułem, że mogę wszystko. Koleś osunął się tępo na ziemię. W pośpiechu pozbierałem porozrzucane kartki, po czym szybko ująłem dłoń dziewczyny.
 - Szybko. - Zarządziłem. Popatrzyła na mnie z wdzięcznością i razem pognaliśmy przed siebie. Doprowadziłem ją do pewnego dobrze mi znanego miejsca  - innej ślepej uliczki, w której przesiadywaliśmy z kumplami po szkole albo będąc na wagarach. Zadrżała. - Nie bój się. Ja nie muszę do tego nikogo zmuszać. - Rzucam niby to na pocieszenie, prowokując u niej jeszcze większą falę strachu. Oddaję jej kartki. Ogłoszenia. O zaginięciu tej dziewczyny z gazety! - Kto to? - Pytam.
 - Mm... Co... Cię... Moja siostra. - Wyjąkała w odpowiedzi.
 - Wydaje mi się, że możemy sobie nawzajem pomóc... - Mruczę niewyraźnie pod nosem, a ona patrzy na mnie zaskoczona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz