Zaginiona szesnastolatka! |
Dnia 2 listopada br. około godziny 15.00 wyszła z domu szesnastoletnia Heila Zimmer. Nie wróciła. Zgodnie z jej wersją (którą uprzednio padała do wiadomości rodzicom) udała się do domu wieloletniej przyjaciółki. Policja ustaliła jednak, że i tam nie dotarła. Zrozpaczeni rodzice proszą o jakiekolwiek wiadomości, wskazówki, spostrzeżenia osób, które mogły widzieć Heilę.
Wygląd:
Średniego wzrostu, dość szczupła, rudowłosa i bardzo piegata. Kolor oczu: niebiesko-zielone. W dniu zaginięcia miała na sobie czerwony płaszcz, czarne, dosyć obcisłe spodnie i brązowe buty na niewysokim koturnie. Na szyi miała srebrny łańcuszek z medalikiem w kształcie serca, z którym nie rozstawała się od kilku lat. Na jej lewej dłoni widnieje blizna.
Wszyscy, którzy widzieli Heilę lub mogą cokolwiek do tej sprawy wnieść, są proszeni o kontakt z naszą redakcją lub bezpośrednio z rodzicami dziewczyny.
Dane kontaktowe:- bla, bla, bla.
Dane kontaktowe:- bla, bla, bla.
Już miałem odłożyć gazetę na półkę, gdy moją uwagę przykuło czarno-białe zdjęcie zaginionej. Chwilunia... Ja ją chyba skądś znam. Z widzenia, na pewno. Tylko, cholera jasna, skąd?
Zrezygnowany swoją chwilową amnezją odłożyłem tę gazetę i zabrałem się za przygotowywanie śniadania. Osiemnaste urodziny nałożyły na mnie przywileje i obowiązki. Na przykład szkoła, do której musiałem chodzić, dzisiaj stała się dla mnie czymś w rodzaju złudzenia optycznego, które chcę lub nie chcę widzieć. Dzisiaj nie chciałem. A jak wiadomo, nie wchodzi się w rzeczy niewidoczne. Dość szybko miałem się przekonać, że jest to jedna z największych głupot, jakie przyszły mi kiedykolwiek do głowy. Zrobiłem sobie wspaniały prezent- niepoganiany przez nikogo, wstałem o dziesiątej piętnaście (a jednak wciąż za wcześnie) i zabrałem się za śniadanie, i przeglądanie porannej prasy, której wielbicielem był jednak mój zapracowany wiecznie ojciec. Przykład przywileju.
Moje lenistwo spowodowało jednakże nałożenie obowiązku- śniadaniem zajmował się zawsze mój brat, który jako ten dobry i posłuszny syn poszedł dziś do szkoły. Przecież nie będę umierał z głodu, trzeba coś zjeść.
Jajka skwierczały zawzięcie. Mój mózg jednak przestał na chwilę koncentrować się na żarciu i począł rozmyślać o zaginionej dziewczynie. Nie była raczej w moim typie, ale jednak powodowała, że dziwne myśli przychodziły mi do tego pustego cabanu.
Obrzuciłem jej zdjęcie zrezygnowanym, ale znaczącym spojrzeniem jeszcze raz. Coś było nie tak. Poczułem to.
W tym samym momencie mój nos się "załamał". Wspaniałe, wręcz królewskie śniadanie (tak po prawdzie, jedyne jakie potrafiłem przygotować) się przypaliło. Cudowny początek dnia moich osiemnastych urodzin.
Popijałem kawę. Musiała mnie na razie zadowolić. No tak... Album ze zdjęciami. Nie mogłem się oprzeć. A mówią, że to Theo jest bardziej sentymentalny i czuły. Oceniacie mnie - nie doceniacie mnie. Wszyscy, którzy mówili, że się zmieniliśmy, mieli rację. Kiedyś byliśmy niemal identyczni. A teraz... Zupełnie inni. Oddaleni od siebie niczym dwa bieguny. On ten święty; ja ten zły, głupi, zuchwały i doskonale czujący się we własnej skórce. Jak można się aż tak zmienić? Wspomnienia... Chyba je znienawidzę. Głupie to, co nie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
♣