Zmiana w regularności pojawiania się odcinków na czas wakacji :

Z konta Euphorisch_ - piątek
Z konta Atme - wtorek ||
Źródła zdjęć - Grafika Google oraz prywatne archiwum. ||
Blogi zostały przeniesione z serwisu Onet. ||
Za każdy komentarz, obserwację się itd. się rewanżuję.

środa, 25 lipca 2012

8.

           Przed samochodem rozciągała się nieopisana dal, która zdawała mi się być niemalże bezkresną. Czarne, tudzież szaro - bure ptaki fruwały po skromno zastawionej, przerażająco błękitnej powierzchni porannego nieba. Denny wiatr bawił się z rzadkimi już liśćmi na gałęziach drzew. Odwróciłem głowę, chcąc ją tylko odwrócić. Po prostu. Moim z lekka nieprzytomnym oczom ukazała się diwa wszech czasów - naburmuszona i za wszelką cenę próbująca ukryć swą silną ciekawość co do tego, co ma się dalej wydarzyć (z marnym skutkiem zresztą). W końcu poznałem jej imię. A brzmi ono: Nina.

           Postanawiam przerwać tę niezręczną ciszę, która dzieli nas niczym ceglany mur. Jednakże nie wiem, co mogę powiedzieć. Jeśli odezwę się do Niny, popełnię karygodny błąd, gdyż jak znam swoje przekorne usposobienie, ucieknę się do subtelnej aluzji na temat jej nieprzystępnej postawy. Grozi mi wówczas poważne uszkodzenie stanu zdrowia mej dumy lub całkowita utrata tejże dumy (przyjmując, iż objawia się ona w formie typowych ludzkich odruchów i reakcji na te oraz owe przypadłości natury typowo egzystencjalnej). Istnieje jeszcze opcja "hard" - trzeba być wyjątkowo popapranym, aby z niej skorzystać. Wystarczy po prostu powiedzieć: "Nina, dlaczego nic nie mówisz?". Karą albo nagrodą (jeśli ktoś jest masochistą) jest ubytek w jamie ustnej w postaci mocno "uszczuplonego" stanu uzębienia.
           "Dziwne, znam tę dziewczynę tak krótko, a mam wrażenie, że żadne jej ewentualne posunięcie nie stanowi dla mnie większej tajemnicy". - Myślę. Cisza nieznośnie dobija się do moich uszu. Zresztą nie tylko do moich. Zbyt długo zbierałem się, aby ją przerwać, bo pragnienie dokonania tego narosło w szaleńczym tempie, przybierając rozmiary wręcz monstrualne. A wszystko tylko po to, żeby zdławić moje gardło i uniemożliwić mi na chwilę realizację zamierzonego planu. Z trudem przełykam ślinę i odzywam się do kierowcy:
 - Dzięki, dziadku, że zgodziłeś się nas zawieźć.
 - Jak to wy, młodzi, mówicie... Spoko...?
 - Tak, spoko. - Staram się, aby moje rozbawienie wypadło jak najbardziej naturalnie, gdyż istnieje ryzyko, że zdominują je rosnące z każdą sekundę nerwy oraz wszelkiego rodzaju obawy. I zmory.
 - Poza tym, chodzi o mojego wnuka, więc jest to jak najbardziej zrozumiałe. - Dziadek od zawsze był bardzo podobny do Theo. A w zasadzie odwrotnie. Tak samo poukładani, spokojni, trzeźwo patrzący na szarą rzeczywistość, która ich otacza, ale z nutą zamyślenia w całym tym rozsądku. Moje rozmyślania o wszystkich i o niczym za razem trwały najwyraźniej jeszcze dobrą chwilę, bo nie wiadomo skąd i kiedy wjechaliśmy do Loitsche. Wyrwał mnie z nich opanowany, starczy głos dziadka uporczywie skrywającego przed wszystkimi zdenerwowanie: - Gdzie mam skręcić? Halo, Thomas!
 - Wiesz co... - Wskazuję palcem pewien punkt za szybą. - Tam. Zatrzymaj się tam. Dalej pójdziemy sami. Wystarczająco dużo dla nas zrobiłeś. Dzisiaj i w ogóle. No, Nina - wysiadamy. - Stało się, jak powiedziałem. Teraz czeka nas najgorsze... Niepewny strach...

_______________________________________________________________________________

Odcinek miał się pojawić wczoraj, ale niestety się nie udało. Jeśli Ktoś czekał, to bardzo przepraszam za opóźnienie i obiecuję, że będę się starać, żeby takich sytuacji było jak najmniej : ]
Pozdrawiam.

2 komentarze:

  1. Szczerze, to nie wiem, co mam powiedzieć :P opisy mi się podobają, takie nieco ironicznie, sarkastyczne, można się pośmiać. Acz nie lubię w nich powtórzeń, których na pewno można w jakiś sposób uniknąć. Widzę, że dziadek spoko i chyba młody, skoro jeździ autem ;) chociaż sama nie wiem, mój już nie jeździł (zresztą, dziwić się, gdy miał już grubo ponad 90 lat?). Ciekawe, co będzie z Niną:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Katujesz! Już zdążę się wciągnąć a tu koniec. Podoba mi się jak zawsze, chociaż odnoszę wrażenie, że coś jest inaczej (nie wiedzieć dlaczego). :)
    Lubię Twoje dialogi.

    OdpowiedzUsuń