Kilka dni później
Pełen niepokoju zapukałem do drzwi pokoju lekarskiego w poszukiwaniu dr. Waldmanna. Bałem się tego, co mi powie. Po chwili durnego oczekiwania usłyszałem gromkie "Proszę".
- Cześć, Andreas. - Powiedziałem do niego. - Dzień dobry. - Mało brakowało, a zapomniałbym, że są tam również inni lekarze. - Można cię na chwilę prosić? - Znaliśmy się od dawna, jego rodzice przyjaźnili się z moją matką i ojczymem. Niedawno skończył studia i został przyjęty do pracy w tym szpitalu. Jako jedyny zgodził się wyjawić mi coś więcej, niż zapewne powinien.
- Jasne, już idę. - Pozostawił niedopitą kawę i wyszedł na korytarz. - Nie chciałbym z tobą o tym tutaj rozmawiać...
- Nie mam czasu na przemieszczanie się w tę i z powrotem. Pogadajmy tutaj.
- A czym ty taki zajęty jesteś? - Zdziwił się, na co zmieszałem się z lekka.
- Muszę wracać do Theo. Wiesz, bardzo dziwnie się ostatnio zachowuje. Boi się zostawać sam, a za razem nie dopuszcza do siebie nikogo oprócz mnie.
- Nic dziwnego. Wygląda na to, że względnie zaufał tylko tobie.
- Co to miało znaczyć?
- Próbuje tworzyć pozory, wzbudzić w tobie litość i jej pochodne, żebyś potem nie miał serca pozwolić mu udać się na terapię.
- Jaką terapię? Co ty pierdolisz?! - Poniosło mnie. Miał mi wszystko wyjaśnić, a nie robić z mózgu jeszcze większą wodę, niż mam!
- Uspokój się, bo nic ci nie powiem.
- I tak tego nie robisz!
- Myślisz, że Schmidt by ci powiedział więcej?
- Dobra, może masz rację. Nawijaj.
- W krwi twojego brata wykryto znaczną ilość środka odurzającego. Jego skutkiem są halucynacje, urojenia.
- Twierdzisz, że Theo jest ćpunem?
- Poniekąd. Problem wydaje się być jednak jeszcze poważniejszy.
- Jak bardzo poważny?
- Twój brat wykazuje cechy znacznie bardziej niepokojące, również gdy nie jest pod wpływem owego środka. Podejrzewamy, że zaburzenie dysocjacyjne tożsamości.
- Ej, ty do mnie po chińsku gadasz, nie?
- Inaczej jest to rozdwojenie jaźni. Rodzaj schizofrenii.
- Rozdwojenie jaźni? To znaczy, że mu... - Pokazałem mu gestem, o co mi chodzi.
- W dużym uproszczeniu... W zasadzie... Dobra, niech będzie i tak. Nie wiem, czy byś zrozumiał, gdybym powiedział ci to inaczej.
- Nie rób ze mnie idioty, ok?
- Spoko.
- Jakie mogą być przyczyny tego całego rozdwojenia jaźni?
- Traumatyczne przeżycia, na przykład. Przeżył ostatnio coś takiego?
- Nie... A coś innego?
- Patologie, stresy, trudności z przystosowaniem się do życia w społeczeństwie...
- On zawsze zachowywał się inaczej niż inni, ale nigdy nie było to jakieś nienormalne...
- Niektórzy mówią, że jest to choroba dziedziczna.
- Nie... To nie wchodzi w grę. Nikt w naszej rodzinie nie cierpiał na schizofrenię.
- A więc musisz się dowiedzieć, co mogło być przyczyną. I doprowadzić do tego, żeby znalazł się w klinice leczenia uzależnień.
- Żeby to takie proste było.
- Ktoś ci to obiecywał?
- A na to są jakieś leki?
- Terapia lekowa raczej nie jest skuteczna. Powinniście skontaktować się z dobrym psychiatrą, rozpocząć trapię przez niego zaproponowaną. Jak najszybciej.
- Masz może jakieś namiary na takiego lekarza? Nie chcę, żeby Theo zajmował się jakiś pierwszy lepszy szarlatan.
- Ma się rozumieć. - Rzekł z widocznym rozbawieniem.
- Co cię tak bawi?
- Szarlatan chociażby. Nawet w takiej chwili nie jesteś w stanie się powstrzymać od swoich przyzwyczajeń.
- Dasz te namiary?
- Wyślę ci później sms'em. Jeśli mógłbym ci coś doradzić - uważaj teraz na Theo, bo w waszym domu mogą dziać się bardzo dziwne rzeczy, zważywszy na jego stan...
- Co masz na myśli?
- Przekonasz się. Cierpliwości...
Chyba znalazłam niemieckie nazwisko/imię D: Nie lubię D: Ciekawe, czy w końcu uda się go wziąć na terapię i wyleczyć. Lepiej tak byłoby dla niego, ale osoby uzależnione nie chcą się do uzależnienia przyznać... Pozdrawiam, u mnie NN (już nie spamuję ;])PS po zmianie tła czyta się o wiele lepiej!
OdpowiedzUsuń