Przeleżałem bezczynnie resztę nocy, przysłowiowo plując sobie w brodę, że nic nie robię, aby odnaleźć Theo.
Jesteś beznadziejny.
Tylko na tyle cię stać?
No co ty?
I ty śmiesz się nazywać "facetem"?
I ty śmiesz się nazywać "facetem"?
Ha, ha - bardzo śmieszne.
Ty jesteś śmieszny.
Rusz dupsko, zrób coś, do cholery!
Zapytasz niczym niewiniątko: "Ale co?".
Gówno!
To ty masz to wiedzieć!
To ty masz to wiedzieć!
- Mówi do mnie moja podświadomość.
Zaraz, zaraz!
- Ja pierdzielę, gdzie moja komórka?! - Wrzeszczę. No, tak. Genialny pan Thomas Klemmer pozwolił, aby jego telefon zginął śmiercią niemalże tragiczną.
Odnajduję szybko telefon mojej matki i podmieniam karty Sim. Dobra, szukaj w kontaktach. Ej, ja nie wiem, jak ta dziewczyna ma na imię nawet... Ale ze mnie idiota. Szybko wybieram jej numer, który zapisałem pod nazwą 'Mädchen' i czekam. Mija chwila. Sygnał za sygnałem. Coraz bardziej się niecierpliwię. Już mam się rozłączyć i "zaplanować" kolejny napad furii, ale...
- Halo? - Słyszę zaspany głos owej dziewczyny.
- Witam. Obudziłem?
- Zdajesz sobie sprawę, która jest godzina?
- A ty zdajesz sobie sprawę, że twoja siostra zaginęła i nie ma czasu na sen?
- Nie spałam już kilka nocy. Kiedyś też się nie powstrzymam i zasnę, to chyba logiczne, nie?
- Zależy dla kogo.
- Dla mnie na pewno.
- A więc przejdźmy do sedna.
- Popieram.
- Jak ty masz w ogóle na imię? Cały czas nie wiem, a przy obecnym stanie sprawy wydaje mi się to być całkiem interesujące.
- Nina. I jak, Sherlocku, znalazłeś coś? - Zakpiła.
- Kpij sobie ze mnie, kpij. Kpij do woli. Kpij i śpij. A Sherlock pracował. - Odparłem, nie do końca szczerze.
- I co wydedukował?
- Jedziemy do Loitsche, więc zbieraj się, mała.
- Ej, tylko nie "mała", ok?! Jakie Loitsche, po co Loitsche?!
- Bo tam pewnie jest twoja siostra, na przykład?
- To ja mam jechać do Loitsche, żeby sprawdzić twoją żenującą hipotezę?!
- Jedziesz ze mną, czy mam jechać sam? Nie znam twojej siostry, więc szczerze wątpię, że zechciałaby ze mną wrócić do domu, a więc mogłabyś się trochę przydać, ale jeśli nie chcesz, to jadę sam... - Wycedziłem jednym tchem.
- Wiesz, ile to jest kilometrów?
- Dwieście osiemdziesiąt dziewięć.
- A wiesz, ile zajmie nam przejechanie tego odcinka?
- Przy dobrych układach trzy godziny i około jedenaście minut. O samochód się nie przejmuj, mam pomysł. To jak, jedziesz... Mała?
- Jadę.
- Gdzie mieszkasz? Podjadę po ciebie.
- Masz prawko?
- Powiedziałem, że masz się o to nie martwić!
- Powiedziałeś, żebym nie martwiła się o samochód, a chciałabym tam dojechać taka trochę żywa
- Żywa czy martwa, czy to ważne? Grunt, że dojedziesz. A czarne worki są spoko.
- Dobra, jadę.
- Podaj mi adres. - Zapisałem go sobie na ręku i powiedziałem: - Za dwadzieścia minut jestem pod twoim domem czarnym audi. - I rozłączyłem się. Czas przedsięwziąć jakieś skuteczniejsze metody. Teraz się nie wywiniesz, Theo...
- Nie spałam już kilka nocy. Kiedyś też się nie powstrzymam i zasnę, to chyba logiczne, nie?
- Zależy dla kogo.
- Dla mnie na pewno.
- A więc przejdźmy do sedna.
- Popieram.
- Jak ty masz w ogóle na imię? Cały czas nie wiem, a przy obecnym stanie sprawy wydaje mi się to być całkiem interesujące.
- Nina. I jak, Sherlocku, znalazłeś coś? - Zakpiła.
- Kpij sobie ze mnie, kpij. Kpij do woli. Kpij i śpij. A Sherlock pracował. - Odparłem, nie do końca szczerze.
- I co wydedukował?
- Jedziemy do Loitsche, więc zbieraj się, mała.
- Ej, tylko nie "mała", ok?! Jakie Loitsche, po co Loitsche?!
- Bo tam pewnie jest twoja siostra, na przykład?
- To ja mam jechać do Loitsche, żeby sprawdzić twoją żenującą hipotezę?!
- Jedziesz ze mną, czy mam jechać sam? Nie znam twojej siostry, więc szczerze wątpię, że zechciałaby ze mną wrócić do domu, a więc mogłabyś się trochę przydać, ale jeśli nie chcesz, to jadę sam... - Wycedziłem jednym tchem.
- Wiesz, ile to jest kilometrów?
- Dwieście osiemdziesiąt dziewięć.
- A wiesz, ile zajmie nam przejechanie tego odcinka?
- Przy dobrych układach trzy godziny i około jedenaście minut. O samochód się nie przejmuj, mam pomysł. To jak, jedziesz... Mała?
- Jadę.
- Gdzie mieszkasz? Podjadę po ciebie.
- Masz prawko?
- Powiedziałem, że masz się o to nie martwić!
- Powiedziałeś, żebym nie martwiła się o samochód, a chciałabym tam dojechać taka trochę żywa
- Żywa czy martwa, czy to ważne? Grunt, że dojedziesz. A czarne worki są spoko.
- Dobra, jadę.
- Podaj mi adres. - Zapisałem go sobie na ręku i powiedziałem: - Za dwadzieścia minut jestem pod twoim domem czarnym audi. - I rozłączyłem się. Czas przedsięwziąć jakieś skuteczniejsze metody. Teraz się nie wywiniesz, Theo...
Robi się coraz bardziej interesująco! Chociaż nadal tajemniczo C: Lubię chłopaka, podoba mi się, że Nina potrafi z niego zakpić.
OdpowiedzUsuńPisz dalej! :)
Jak dla mnie za krótkie, może kwestia tego, że zwykle czytam więcej xD Gdzieniegdzie drobne błędy interpunkcyjne, a tak to jest okej. Ciekawe, czy znajdą siostrę :) Czarne audi? Hmm, jak mafia.
OdpowiedzUsuńSuper ;D
OdpowiedzUsuńSzkoda, że krótkie ;<<
Zapraszam na http://pomiedzy-swiatlem-a-cieniem.blog.onet.pl/
Wyraziłaś w komentarzu chęć czytania mojego bloga, więc zapraszam na rozdział I :)
OdpowiedzUsuń